Najmłodsza święta dominikańska, bł. Imelda, zmarła w wieku jedenastu lat.

Rok wcześniej wstąpiła do klasztoru. Przyjęto ją do zakonu z wielkimi oporami, ale jednak przyjęto. Parę wieków później podobne trudności pokonywała piętnastoletnia św. Teresa od Dzieciątka Jezus – dotarła z prośbą o pozwolenie na przyjęcie do karmelitanek aż do samego papieża Leona XII. Dawniej jakby bardziej rozumiano, że dziecko nie wszystko przeżywa na sposób dziecinny, bo niekiedy jest zdolne do przeżyć i decyzji najzupełniej dojrzałych. Dziś dziecko jest dla nas do tego stopnia dzieckiem, że praktycznie zapominamy o tym, iż jest ono naprawdę człowiekiem.

Legenda o bł. Imeldzie jest nie tylko obroną pełnoprawności dziecka wobec Boga. Jest wzruszającym opisem, czym może być człowiecza tęsknota za Bogiem. Jest także dyskretnym, ale mocnym protestem przeciw odsuwaniu dzieci od Eucharystii.

Bł. Imelda Lambertini zmarła w roku 1333, wkrótce po przyjęciu Komunii świętej.

 
Radość, od której pękło serce

Radość, od której pękło serce

W dziesiątym roku życia (jakże przedziwny jest Bóg w swoich świętych!) przystąpiła Imelda do nieustannej i wytężonej pracy ducha. Bardzo wczesne, ale jakże prawdziwe i słodkie były te owoce cnoty. Zaledwie zauważyła dziewczynka uroki świata i świetność rodzinnego domu, a już postanowiła się od nich odwrócić.

Wszystko, czym mogła się wyróżnić ponad innych, dojrzałym i stałym postanowieniem odrzuciła jako przemijające i mało wartościowe. Uznała to wszystko za tylko ludzkie, toteż wybrała dobrowolne ubóstwo, czystość i posłuszeństwo i postanowiła wejść do rodziny zakonnej.

Wiele musiała o to prosić i płakać, błagała przełożonych, a również inni się za nią wstawiali, aż wreszcie zgodzono się na to, by ją przyjąć do rodziny św. Dominika. Wstąpiła do klasztoru tuż pod Bolonią. Było to sławne miejsce; swego czasu poświęcone przez ojców serwitów św. Józefowi.

Zapisana do tego wojska, zaczęła się gorliwie oddawać ćwiczeniom zakonnej dyscypliny, stosować umartwienia ciała, przykładać się do powściągania wewnętrznych poruszeń, do modlitwy, a trudne obowiązki oraz te, do których nie była przyzwyczajona, spełniała z całym poświęceniem. Inne zakonnice, starsze od niej latami i doświadczeniem, świadczyły, że zawsze wyprzedzała je w gorliwości.

Szczególną pobożność okazywała dla czcigodnej Eucharystii. Podczas świętej ofiary (a zdarzało się to każdego dnia) z największą uwagą przeżywała jej najgłębsze tajemnice, a dowodem jej miłości były łzy, jęki zaś — świadectwem jej tęsknoty. Szczególnie cierpiała wówczas, kiedy inni wzmacniali się niebieskim posiłkiem, jej zaś ze względu na wiek było to zabronione. Tak bowiem rozstrzygnęli spowiednicy, którzy brali pod uwagę jej młody wiek, nie zaś cnotę, pobożność, skromność i mądrość, którymi odznaczała się ta dziewica.

Ale ta, która tak żarliwą miłością ukochała Boga, nie czekała długo na spełnienie swoich pragnień. Bóg bowiem wyrównał szalę, kładąc na niej nie czas, ale cnoty, i zrównał Imeldę z innymi, zwłaszcza że była tego bardziej od innych godna. W sposób przekraczający wszelką nadzieję oznajmił o tym przez cud.

Pewnego dnia, kiedy wszystkie zakonnice przystępowały do świętej uczty, Imeldzie było to zabronione. Cierpiąc, modląc się, płacząc i jęcząc, tym bardziej pożądała Pana. Nagle zauważono, że Boska Hostia zstąpiła z nieba i zawisła w powietrzu nad głową dziewicy. Nie trzeba nawet wspominać, z jakim nastawieniem ducha i jakie czułości i wyznania powtarzała dziewica Chrystusowi. Sam zważ, czytelniku, jakie musiało być jej pragnienie, skoro nie mogła już dłużej wytrzymać bez spotkania z Synem Bożym.

Dziewice, jej towarzyszki, uderzone niezwykłością zjawiska, ledwo dawały wiarę własnym oczom. Wreszcie oznajmiły o tym odprawiającemu kapłanowi. Przyszedł, zobaczył, położył świętą Hostię na patenę, a ponieważ uznał w tym znak i wolę Bożą, podał Hostię Imeldzie.

Z uczuciem pożywa więc teraz Imelda dany jej z nieba posiłek, którego tak pragnęła i za którym tyle tęskniła. Któż radość tę zdoła wypowiedzieć słowami? Spożyła i wstąpiła w nią taka radość, że znieść już jej nie mogła. Zamknęła więc słodko oczy, tak jakby zasypiała, i oddała ducha swojemu Ukochanemu. Duch jej, zamknięty w śmiertelnym ciele, nie mógł dłużej znieść tak wielkich rozkoszy.