Czcigodny Jan z Fiesole zasłużył sobie na tytuł Brata Anielskiego (Fra Angelico), gdyż miał nadzwyczajny dar wyrażania za pomocą obrazu tego, co przekracza wszelki obraz.

Wszystkie biografie Brata Anielskiego podkreślają, że jest on dzieckiem niezwykłej wręcz atmosfery religijnej, jaka panowała w klasztorze florenckim w ciągu całego stulecia. Nie trzeba nawet być artystą ani znawcą technik malarskich, żeby zdać sobie sprawę z tego, iż ten stopień uduchowienia, jaki osiągnął w swych obrazach Fra Angelico, wymaga niezwykłego wręcz uduchowienia osobistego; tego nie dałoby się osiągnąć za pomocą samej tylko techniki, choćby najdoskonalej opanowanej.

Ponadziemski wymiar, tak widzialnie obecny w obrazach tego braciszka, wziął się nie tylko stąd, że był on przykładnym zakonnikiem i że — co zgodnie powtarzają jego żywoty — „nie wziął pędzla do ręki, zanim nie odmówił modlitwy”. Musiało być w tym człowieku coś jeszcze głębszego, a duch wyrzeczenia i modlitwy był tu jakby tylko przejawem tego czegoś niewyrażalnego, co sprawia, że człowiek staje się jakby aniołem w ludzkim ciele.

 
Nie wziął pędzla do ręki, dopóki nie odmówił modlitwy

Nie wziął pędzla do ręki,
dopóki nie odmówił modlitwy

Święci, jakich malował, mają w sobie więcej tchnienia świętości i bardziej zbliżają się do świętych niż jacykolwiek inni. Miał w zwyczaju nigdy nie przerabiać ani nie poprawiać swych obrazów, lecz zostawiać je w tym stanie, w jakim powstały za pierwszym razem, gdyż jak sam powiadał, wierzył, że taka była wola Boża. Mówią niektórzy, że brat Angelico nie wziął pędzla do ręki, dopóki nie odmówił modlitwy. Nie namalował krucyfiksu, nie zapłakawszy nad nim, i stąd widzi się w twarzach i ruchach jego postaci świetność jego duszy, wielkiej i utwierdzonej w religii Chrystusowej.

Wydaje się, że święci
nie mogą inaczej wyglądać w niebie

Ale ponad wszystkie dzieła, jakie Fra Angelico wykonał, najważniejszym jest obraz najwyższej miary, okazujący jego świętość jako artysty, a mianowicie koronacja Matki Boskiej. Przedstawia Chrystusa wśród chóru aniołów i tłumu świętych, tylu i tak dobrze namalowanych w najróżniejszych pozach, z rozmaitym wyrazem twarzy, że czujemy najwyższą przyjemność i wzruszenie, oglądając ich.

Wydaje się, że te duchy błogosławione nie mogą inaczej wyglądać w niebie lub — powiedzmy raczej — nie mogłyby lepiej być wyobrażone. Wszyscy święci i święte są tam nie tylko żywi, ale i niezwykle delikatnie malowani, pełni słodyczy, a koloryt tego obrazu, zaiste, jest dziełem świętego lub anioła. Nie bez powodu nazywano też tego malarza Bratem Anielskim, Frate Angelico.

Obrazy na predelli przedstawiają Matkę Bożą i św. Dominika i są w swoim rodzaju natchnione. Mogę zapewnić, że ilekroć oglądam ten obraz, zawsze widzę w nim coś zupełnie nowego i nigdy nie potrafię dość napatrzyć się na niego.

 
Jak podpowiedział papieżowi świętego kandydata na biskupstwo florenckie

Jak podpowiedział papieżowi
świętego kandydata na biskupstwo florenckie

A ponieważ papieżowi wydawał się brat Giovanni Angelico człowiekiem najświętszego życia, jakim był rzeczywiście, spokojnym i skromnym, gdy zawakowało florenckie biskupstwo, uznał go za odpowiedniego dla tej godności.

Gdy dowiedział się o tym ów braciszek, błagał Jego Świątobliwość, aby na kogoś innego zwrócił uwagę, gdyż siebie nie uważa za zdolnego do rządzenia ludźmi. Powiedział, że w zakonie jego żyje pewien brat, kochany przez biednych, bardzo uczony, godny rządów, pełen bojaźni Bożej, i że byłoby o wiele lepiej, aby temuż ową godność przyznano. Papież, słysząc te słowa i rozważywszy, że to, co mówi, jest prawdą, chętnie okazał mu łaskawość. I tak został powołany na stanowisko arcybiskupa Florencji brat Antonin z Zakonu Kaznodziejskiego, znany ze swej świątobliwości i uczoności, i w ogóle taki, że z czasem zasłużył, aby go Hadrian VI kanonizował.

Jego rozterka, czy wolno mu słuchać papieża

Błogosławiony ten mąż odznaczał się taką pobożnością i umartwieniem, że nawet kiedy przebywał w pałacu papieża Mikołaja V, wypełniał przepisy swojego zakonu. Pewnego razu Ojciec Święty Mikołaj, który go wielce czcił z powodu jego świętości i cnoty, przyglądając się, jak w pałacu papieskim maluje mu kaplicę, powiedział: „Bracie Janie, ponieważ tyle pracujesz, chcę, abyś posilił się mięsem”. On zaś na to: „Ojcze Święty, nie mam pozwolenia od przeora”. „Daję ci dyspensę” — mówi papież.

Wydarzenie to dowodzi, jak wielkim umartwieniem jaśniał ów mąż czcigodny, który bez pozwolenia swojego przeora nie używał potraw mięsnych.

Ogólna sylwetka świętego męża

Gardząc życiem świeckim i oddany wyłącznie świętości, był takim przyjacielem ludzi ubogich, że sądzę, iż jego dusza prosto poszła do nieba. Ćwiczył się ustawicznie w malarstwie, lecz nie chciał malować nic innego, tylko obrazy religijne. Mógł być bogaty, lecz nie dbał o to. Zwykł był mawiać, że prawdziwym bogactwem jest zadowalać się małym. Mógł rządzić wielu i nie chciał, mówiąc, że mniejszym trudem i kłopotem jest okazywać posłuszeństwo. Swymi sądami zyskał uznanie w zakonie i poza nim, nikogo zresztą nie dotykając. Nie miał innych pragnień jak szukanie ucieczki przed piekłem i znalezienie drogi do raju.

Zaprawdę jakaż nagroda może równać się tej, którą znajduje się jedynie w Bogu i w cnotliwym życiu i jakiej innej chwały powinni szukać zakonnicy i w ogóle wszyscy?