Bł. Jordan z Saksonii był w latach 1222-1237 generalnym przełożonym zakonu jako bezpośredni następca św. Dominika.

Osobowością musiał być niepospolitą; świadczą o tym liczne wzmianki o jego różnorodnej działalności. Pamięć, jaką Zakon o nim zachował, stanowczo przekracza stereotypy.

Miał zaledwie trzydzieści lat, kiedy został wybrany na przełożonego generalnego — w dwa lata po wstąpieniu do Zakonu, co zresztą również wskazuje na jego nieprzeciętność i rozliczne talenty. Niezmordowany organizator Zakonu, wiele czasu poświęcał na wizytowanie klasztorów, pisał liczne listy pasterskie do Zakonu, klasztorów czy poszczególnych braci i sióstr. Za jego rządów ustaliła się zasada, że każdy klasztor powinien posiadać szkołę teologiczną.

Sam mistrz Jordan zasłynął jako wybitny kaznodzieja akademicki, który potrafił przyciągnąć do Zakonu wielu profesorów i studentów. Najsłynniejszym z nich jest niewątpliwie św. Albert Wielki, wybitny przyrodoznawca, filozof i teolog.

Tradycja zakonna rysuje ponadto bł. Jordana jako człowieka, który umiał pochylić się nad kłopotami poszczególnych braci, pełnego dobroci zwłaszcza dla mało zakorzenionych w Zakonie i dla odstępców. Rok jego śmierci, która nastąpiła w katastrofie okrętu, kiedy płynął na wizytację klasztorów w Ziemi Świętej, można uznać za datę kończącą okres kształtowania się Zakonu.

Jak mistrz Jordan się pocieszał po utracie oka

Kiedy w wyniku ciężkiej choroby mistrz Jordan całkowicie utracił wzrok w jednym oku, powiedział do zgromadzonych braci: „Dziękujcie Bogu, bracia, że utraciłem jednego nieprzyjaciela. Ale módlcie się do Pana, aby — jeśli taka jest Jego wola i jeśli to dla mnie będzie pożyteczne — raczył mi zachować drugie oko”.

 
Jak został oszukany przez włóczęgę

Jak został oszukany przez włóczęgę

Razu pewnego mistrz Jordan oddał swoją suknię włóczędze, który udawał biedaka i chorego. Ten zaniósł ją potem do karczmy. Brat, który to widział, powiedział mistrzowi: „Niezły podarek zrobiłeś, mistrzu, włóczędze! Już odniósł twoją suknię do karczmy!” Mistrz odpowiedział: „Uczyniłem tak, ponieważ uwierzyłem, że jest biedakiem i chorym i że bardzo potrzebuje pomocy. Wydawało mi się czymś zbożnym pomóc mu. Jeszcze teraz sądzę, że lepiej utracić suknię niż wrażliwość na biedę”.

Dlaczego do Zakonu
częściej wstępują humaniści niż teologowie

Zapytany, dlaczego do Zakonu częściej wstępują humaniści niż teologowie i kanoniści, mistrz Jordan odpowiedział: „Dobrym winem łatwiej upiją się wieśniacy, którzy zwykle piją wodę, aniżeli szlachta czy mieszczanie, którzy nie przejmują się mocniejszym winem, gdyż mają je na co dzień. Humaniści przecież przez cały tydzień piją wodę Arystotelesa i innych filozofów, dlatego jeśli łykną na niedzielnym czy świątecznym kazaniu słów Chrystusa i Jego sług, od razu są upici winem Ducha Świętego i nie tylko swój majątek, ale samych siebie Bogu ofiarują. Teologowie zaś często takich słów słuchają, toteż są czasem jak nieokrzesany kościelny, który bez szacunku zachowuje się przy ołtarzu i odwraca się do niego tyłem, gdyż często przebywa w kościele”.

 
O tym, że bracia powinni unikać zaszczytów

O tym, że bracia powinni unikać zaszczytów

Mówiono w obecności mistrza Jordana o pewnym wybitnym i pobożnym bracie, że powinien zostać biskupem. Na to mistrz: „Wolałbym go zobaczyć w trumnie niż na biskupim krześle”.

Jak pomścił krzywdę swojej matki

Pewien szlachcic niemiecki zagarnął krowę matce mistrza Jordana, mistrz zaś przyciągnął do Zakonu syna owego szlachcica. Otóż zwrócono się w imieniu szlachcica z żalami do mistrza, że ojcu odebrał syna. Żeby ich udobruchać, tak oto ich pocieszył: „Wiecie, że według zwyczajów germańskich syn powinien pomścić krzywdę matki i nikt w Niemczech nie ma mu tego za złe. Wasz pan skrzywdził moją matkę, bo zabrał jej krowę. Dlaczegóż więc macie mi za złe, że ja jemu zabrałem byczka?”

O tym, że z małej części
można domyślić się całości

Kiedyś templariusze zaprosili mistrza Jordana, aby wygłosił im naukę. Mimo że prawie wcale nie znał francuskiego, a oni byli Francuzami, chętnie się na to zgodził. Kiedy już zgromadzili się, tak się złożyło, że widać było stamtąd jakiś mur stary, mniej więcej na wysokość człowieka. Mistrz, chcąc ich od początku przekonać, że choć słabo zna francuski, przecież ufa, że i z jednego słówka po francusku potrafią zrozumieć całe zdanie, tak im powiedział: „Gdyby jakiś osioł stał za tym murem i gdyby podniósł głowę, tak że zobaczylibyśmy jego uszy, przecież domyślilibyśmy się, iż za murem stoi cały osioł. A więc z małej części można poznać całość. Tak samo z jednego zrozumiałego słówka można się domyślić całego zdania, mimo że będzie wypowiedziane po niemiecku”.

 
Co powiedział nowicjuszom, którzy śmiali się podczas modlitwy

Co powiedział nowicjuszom,
którzy śmiali się podczas modlitwy

Pewnego razu mistrz szedł z nowicjuszami, których przyjął w miejscowości, gdzie nie było klasztoru. Zdarzyło się, że w jakiejś gospodzie odmawiali wspólnie kompletę, podczas której jeden z nich zaczął się śmiać, co z kolei bardzo rozśmieszyło pozostałych. Któryś z towarzyszy mistrza zaczął im okazywać gniew, co pobudziło ich do jeszcze większego śmiechu.

Po ukończeniu komplety i udzieleniu błogosławieństwa mistrz zwrócił się do niego: „Któż cię, bracie, mianował mistrzem naszych nowicjuszy? Czy do ciebie należy udzielanie im napomnień?”

A zwróciwszy się do nowicjuszy, powiedział: „Najdrożsi, śmiejcie się, ile możecie, i nie zważajcie na tego brata. Daję wam na to pozwolenie. Zaprawdę powinniście się śmiać i radować, bo wyszliście z diabelskiego więzienia i skruszone zostały kajdany, w których diabeł przez wiele lat trzymał was na uwięzi. Śmiejcie się więc, najdrożsi, śmiejcie się”. Słowa te podniosły ich na duchu i odtąd nie byli już zdolni do pustego śmiechu.

Jak rozmiękczył serce surowego brata

Mistrz czynił wysiłki, aby Zakon na powrót przyjął pewnego odstępcę. Kiedy starał się, aby bracia na kapitule wyrazili na to zgodę, a jeden z nich sprzeciwiał się, mistrz Jordan powiedział: „Choćby on miał na sumieniu wiele grzechów, przecież — jeśli go odrzucimy — może pogrążać się w grzechach coraz bardziej”. Lecz tamten twierdził, że to jest mu obojętne.

Wówczas mistrz odpowiedział: „Gdybyś, bracie, przelał za niego jedną kroplę swojej krwi, tak jak Chrystus oddał swoją krew za niego, zapewne nie byłoby ci to obojętne”. Wówczas brat ten nawróciwszy się, upadł zawstydzony na ziemię i wyraził swą zgodę bez zastrzeżeń.

Co lepiej: modlić się czy pracować?

Pewien brat zapytał mistrza Jordana, co lepiej: oddać się modlitwie czy studiowaniu Pisma Świętego? Ten w odpowiedzi zapytał: „A co lepiej: pić czy jeść? Przecież trzeba nam na przemian jednego i drugiego”.