Urodził się w Chiampo, małym miasteczku niedaleko Vicenzy we Włoszech.

Według niektórych przekazów Isnard urodził się z ubogich rodziców i spędził młodość w biedzie. Inni sugerują, że należał do zamożnej rodziny o imieniu Isnardi, który to ród dawno już wygasł.

Na pewno jednak wiemy, że w 1218 roku Isnard przyjął habit z rąk samego św. Dominika w Bolonii, a to pozwala wysnuć bardzo prawdopodobny wniosek, że Isnard był tam studentem i daleko posunął się już w swoich studiach, gdyż w początkach Zakonu przyjmowano tylko już uformowanych i wykształconych kandydatów. Fakt ten sugerowałby także, że jego rodzice musieli być jednak zamożni, ponieważ tylko synowie z takich rodzin mogli pozwolić sobie na studia.

Nie wiemy, gdzie Isnard mieszkał przez pierwsze dziesięć lat po wstąpieniu do Zakonu. Wiele wskazuje na to, że spędził ten czas między Bolonią a Mediolanem. Musiał wówczas mieszkać w klasztorze przy kościele św. Eustorgiusza. W XIII w. był to główny kościół dominikański w Mediolanie, stanowiąc jeden z ośrodków dominikańskiej działalności wymierzonej przeciwko albigensom, bardzo silnym na północy Włoch.

Kaznodziejstwo wobec albigensów

Właśnie wspólnota z Mediolanu założyła klasztor w Pawii, gdzie liczba albigensów bardzo szybko rosła. W 1230 r. biskupem Pawii został gorliwy archidiakon, później ogłoszony świętym, Rodobald de Cipolla. Wiedząc, że miasto było podzielone pomiędzy katolików, popierających papieża, i gibelinów, stronników cesarza Fryderyka II wspierających albigensów, Rodobald postanowił energicznie działać na rzecz jedności. Być może Isnard i biskup Rodobald znali się i zaprzyjaźnili już wcześniej; być może Isnard wielokrotnie głosił już wcześniej w diecezji Pawii, gdy mieszkał w Mediolanie; może Rodobald wiedział o świętości, gorliwości i elokwencji Isnarda? Tego nie wiemy na pewno; wiemy jednak, że jednym z pierwszych kroków nowego biskupa uczynionym dla duchowej przemiany swych wiernych było zaproszenie w 1231 r. Isnarda i braci z Mediolanu, aby założyli dom Zakonu w Pawii. Przeorem klasztoru położonego na przedmieściach miasta w Prato Ticini, przy kościele Najświętszej Marii Panny z Nazaretu, został Isnard. Pełnił ten urząd aż do śmierci.

Po latach jeden z kronikarzy napisał o nim: „W klasztorze w Pawii był pewien brat, bogobojny człowiek, żarliwy i najbardziej wymowny kaznodzieja, przez którego Bóg dokonał wielu cudów”.

Wszyscy pisarze bez wyjątku mówią o jego wyjątkowej czystości serca, gdyż od wczesnych lat Isnard żył w niewinności. Gerard z Frachet w „Vitae Fratrum”, pośród wielu słów pochwał, które wypowiada o Isnardzie, pisze, że „był dziewicą w duszy i ciele” („fuit autem virgo, et carne et corde”). Jako wędrowny kaznodzieja był znany we Francji, głosił także w Brescii, Bergamo, a także w Weronie, która była blisko jego rodzinnego miasta.

Korpulentny braciszek

Isnard, chociaż prowadził ascetyczne, umartwione życie, był solidnej budowy ciała – moglibyśmy powiedzieć, że był otyły. Wywoływało to ironiczne i szydercze komentarze zwłaszcza wśród gibelinów i albigensów, do których często głosił słowo. Pobożna tradycja przekazuje, że pewnego dnia, podczas głoszenia, jakiś mężczyzna zaczął się naśmiewać z niego mówiąc: „Czy mogę uwierzyć w świętość takiego starego wieloryba, jak braciszek Isnard, bardziej niż jestem w stanie uwierzyć, że ta beczka może podskoczyć i złamać mi nogę?” Gdy kończył wypowiadać te słowa beczka, na której siedział, zaczęła podskakiwać i przewracając się złamała mu kończynę. Morał jest prosty: nie należy szydzić z zewnętrznych niedoskonałości, zwłaszcza gdy posiada je człowiek święty.

Często też duchowi przeciwnicy Isnarda urządzali prowokacje. Podczas głoszenia przez niego jednego z kazań przyprowadzili do kościoła opętanego imieniem Marcin. Diabeł, przemawiając ustami opętanego człowieka, rzucił wyzwanie bratu Isnardowi: „Jeśli jesteś z Boga, wyrzuć mnie i uzdrów tego człowieka”. Stan tego biednego mężczyzny mógłby wywołać przerażenie w każdym sercu, krzyczał bowiem, był targany konwulsjami i toczył pianę z ust. Isnard zdał sobie sprawę, że musi go wyleczyć – albo straci zainteresowanie słuchaczy sprawą Chrystusa. Zszedł z ambony, zbliżył się do opętanego mężczyzny, objął go ramionami i w imię Pana Jezusa Chrystusa zażądał odejścia złych duchów. Marcin został uwolniony i zakończył swoje dni, zgodnie z legendą, jako tercjarz dominikański przy miejscowym klasztorze.

Promotor mniszek

Trzeba wspomnieć tu o jeszcze jednej ważnej inicjatywie Isnarda. Być może sam nigdy nie widział pierwszej wspólnoty sióstr dominikanek, założonej przez samego św. Dominika na południu Francji w Prouille, jednak w Pawii powtórzył działanie Dominika. Kobiety, które nawróciły się z kataryzmu, utworzyły wspólnotę, która zamieszkała w bezpośrednim sąsiedztwie klasztoru braci. Po śmierci Isnarda i przeniesieniu się dominikanów w 1283 r. do centrum miasta, do kościoła św. Tomasza, kościół i klasztor NMP z Nazaretu stał się własnością mniszek dominikanek. Siostry w zamyśle Isnarda wspierały swą modlitwą działalność kaznodziejską braci niemal do początku ich obecności w Pawii.

W chwale ołtarzy

Isnard zmarł w swoim klasztorze 19 marca 1244 r. Po wielokrotnych translacjach jego szczątki od 1799 roku leżą do dziś w kościele świętych Gerwazego i Protazego w Pawii. Świętość jego życia była znana już mu współczesnym, dlatego wysiłki ogłoszenia go świętym rozpoczęły się wkrótce po jego śmierci. Minęły jednak wieki, zanim doprowadzono to dzieło do końca. Diecezja Pawia pod przewodnictwem biskupa Francesco Ciceri w 1907 r. złożyła oficjalną prośbę do papieża Piusa X o nadanie Isnardowi tytułu błogosławionego, jednak ostatecznie dopiero 12 marca 1919 r. papież Benedykt XV beatyfikował go, potwierdzając, że istnieje od dawna kult przypisywany zmarłemu bratu kaznodziei. Data wspomnienia liturgicznego w martyrologium, 19 marca, pokrywa się z dniem śmierci błogosławionego. W naszym Zakonie jego wspomnienie – ze względu na Wielki Post i uroczystość św. Józefa – obchodzimy jednak miesiąc później, 19 kwietnia.