Joanna urodziła się w 1264 roku w małej miejscowości niedaleko Orvieto we Włoszech.

Już w wieku 5 lat straciła rodziców, jednak – jak podają źródła – od wczesnego dzieciństwa miała szczególną więź ze swoim Aniołem Stróżem, co pomogło jej w tym trudnym czasie. Kiedy dzieci drwiły z niej, że nie ma ojca i matki, a więc nikogo, kto by się nią zaopiekował, natychmiast zabrała ich do kościoła, wskazała na obraz Anioła Stróża i powiedziała, że teraz to on będzie zastępował jej rodziców, a zatem ma lepszego opiekuna niż oni.

Od młodości musiała utrzymywać się samodzielnie, pracowała więc jako szwaczka i hafciarka. Bliscy, którzy przygarnęli ją po śmierci rodziców, chcieli, aby kiedy tylko osiągnie odpowiedni wiek, wyszła za mąż. Ona jednak nie chciała się na to zgodzić, dlatego korzystając z pomocy przyjaciół uciekła, a następnie wstąpiła do Trzeciego Zakonu św. Dominika. Tam rozwijała się duchowo, uczyła się posłuszeństwa, cierpliwości i pokory, wzrastała w modlitwie, ale też z dużą serdecznością, troskliwą miłością i oddaniem służyła i doradzała innym, głównie ubogim i chorym. Nazywana była przez nich zdrobniale siostrą Vanną.

Mistyczka i charyzmatyczka

Joanna była mistyczką, miała także szczególny dar gorącej i żarliwej modlitwy. Wielokrotnie na modlitwie choćby wspomnienie imienia Maryi czy Jezusa wywoływało u niej mistyczną ekstazę i taki żar, że nawet w zimowe dni jej ciało zlane było zimnym potem. W momentach choroby, kiedy nie mogła przyjąć Jezusa w Komunii świętej, widziała w wizjach i doświadczała przychodzącego do niej Pana.

Miała także dar proroctwa, zapowiedziała między innymi cuda, jakie wydarzyły się – także dzięki jej wstawiennictwu – już po jej śmierci. Pod koniec życia miała też okazję doświadczyć niezwykłego spotkania z bł. Jakubem z Bewagny, który w tym czasie był lektorem i kaznodzieją konwentu w Orvieto i jej spowiednikiem. Pewnego poranka podczas modlitwy Joanna zobaczyła brata Jakuba, który przyszedł do niej. Poprosiła więc, aby wysłuchał jej spowiedzi, co ten uczynił, a następnie dał jej swój pas oraz nóż i odszedł. Joanna jeszcze tego samego dnia wysłała do Bewagny mały podarunek w podziękowaniu za to spotkanie, jednak posłaniec przyniósł wiadomość, że brat Jakub zmarł tego poranka, kiedy ona miała widzieć go w Orvieto. Spotkanie to po ludzku wydawało się zupełnie niemożliwe, ponieważ bracia potwierdzili, że w tym czasie, który wskazała Joanna, ciało brata Jakuba leżało w kościele. Nie mieli jednak wątpliwości co do tego, że pas i nóż, które otrzymała, należały właśnie do niego.

Wpatrzona w Ukrzyżowanego

Joannie bardzo bliski był Jezus cierpiący na krzyżu. W sposób szczególny, także fizycznie, przeżywała mękę Chrystusa i chociaż nie miała widocznych stygmatów, intensywnie doświadczała cierpienia, jakie znosił Ukrzyżowany. W piątkowe popołudnia, aż do wieczora, szczególnie przez ostatnie 9 lat jej życia, bardzo cierpiała. Jej ciało napinało się jakby było rozpięte na krzyżu. Świadkowie mówili, że było nawet słychać trzask jakby rozrywanych, łamanych kości. Wielokrotnie w trakcie swoich wizji była też biczowana, raniona przez diabła, ale znosiła to z wielką odwagą i cierpliwością. W ten sposób, uczestnicząc w cierpieniu, jeszcze mocniej mogła zjednoczyć się z Chrystusem.

Dla sobie współczesnych, a także dla żyjących obecnie Joanna jest wzorem skromności i pokory, a jednocześnie wytrwałości i cierpliwości w znoszeniu każdego upokorzenia, cierpienia, odrzucenia czy samotności. Jako osamotnione dziecko, które nie znalazło pomocy u ludzi, odnalazła swoje schronienie w Bogu, Jemu z ufnością powierzając całe swoje życie. Każde cierpienie i ból znosiła z pokorą, ufnością i w pełnym zawierzeniu Bogu, wypraszając przez to szczególne błogosławieństwo. W życiu dorosłym za największą udrękę uznawała bycie zauważoną i podziwianą przez innych. Bardzo chciała, aby łaski, które dostawała, pozostawały w ukryciu, tylko między nią i Panem. Uważała, że na takie dary nie zasługuje, ponieważ nie ma większego grzesznika od niej. We współczesnym świecie, pełnym pragnienia tego, aby być zauważonym i docenionym, jest więc wzorem bardzo trudnym do naśladowania.

Zwyciężała zło dobrem

Cechowało ją też niezwykłe podejście do tych, którzy ją obrażali i ranili. Za każde zło, jakiego doświadczyła, odpłacała dobrem, traktując każde cierpienie, jakie ją dotknęło, jak błogosławieństwo, dzięki któremu może wyprosić szczególne łaski. Za każdą z osób, które ją znieważyły, poniżyły lub w jakikolwiek sposób zraniły, odprawiała pokutę lub otaczała je gorliwą modlitwą, dlatego Orvieto mówiono nawet, że jeżeli chce się mieć udział w łaskach płynących z modlitwy siostry Vanny, trzeba wyrządzić jej jakąś krzywdę.

Zmarła 23 lipca 1306 roku. Kiedy kilkanaście miesięcy po jej śmierci przenoszono jej ciało w inne miejsce, zauważono, że nie uległo ono zniszczeniu i – według niektórych – zaczęło wydawać przedziwną woń. Papież Benedykt XIV zatwierdził jej kult 11 września 1754 r.