Nasz Zakon przez wieki czcił ją jako swoją protektorkę i chętnie uciekał się do jej orędownictwa.

Katarzyna pochodziła z Aleksandrii. Zadziwiała swą wiedzą najbardziej uczonych mężów, z którymi prowadziła dysputy na tematy filozoficzne. Za czasów Maksymina w 305 roku poniosła śmierć męczeńską. Skazana na miażdżenie kołem, sprawiła, że koło rozpadło się w rękach kata i została ścięta mieczem. Według legendy jej ciało aniołowie umieścili na Górze Synaj. Tam około 800 roku znaleziono jej relikwie i zbudowano klasztor pod jej imieniem.

Na ślady jej kultu natrafiono w czasie wojen krzyżowych w XI wieku. Dzięki nim jej kult objął także Kościoł na Zachodzie. Należała do grona tzw. Czternastu Świętych Wspomożycieli.

Jest patronką fraterni w Sofii, należącej od kilku miesięcy do Polskiej Prowincji Dominikanów.

 
Błogosławiona Cecylia, jedna z pierwszych mniszek dominikańskich, przekazała nam opowieść o pewnym wydarzeniu z życia świętego Dominika:

Kiedyś błogosławiony Dominik nocował na modlitwie w kościele. O północy wyszedł z kościoła, a zakończywszy pracę, dla której wyszedł, zaczął się modlić w przedsionku dormitarza. Kiedy tak trwał na modlitwie, zauważył, że do dormitarza weszły trzy dostojne niewiasty o niezwykłej piękności. Ta, która była w środku, wydawała się szczególnie piękna i dostojna. Jedna z jej towarzyszek niosła kunsztowne i piękne naczynie, druga miała kropidło, które podała matronie w środku. Owa zaś dostojna pani kropiła braci i znaczyła ich krzyżem. Obchodząc braci kolejno, jednego z nich pominęła i ani go nie pokropiła, ani nie przeżegnała. Błogosławiony Dominik starał się zapamiętać, który to jest. Przerwał modlitwę i wyszedł owej matronie naprzeciw. Upadłszy jej do stóp, zaczął usilnie prosić, aby raczyła mu powiedzieć, kim jest. Skądinąd zresztą sam ją rozpoznał.
W owym czasie nie śpiewano jeszcze w klasztorach owej pięknej i pobożnej antyfony, zaczynającej się od słów „Witaj, Królowo”; odmawiano ją jedynie na klęczkach. Odpowiadając więc, owa matrona mówi błogosławionemu Dominikowi: „Jestem Tą, której wzywacie każdego wieczora. Kiedy mówicie: «Przeto więc, Orędowniczko nasza», Ja padam na twarz przed moim Synem, aby zachował ten zakon”. Zapytał jeszcze błogosławiony Dominik, kim są Jej towarzyszki. Na to Błogosławiona Dziewica: „To Cecylia i Katarzyna”. Zapytał wreszcie, dlaczego opuściła owego brata i nie pokropiła go ani nie przeżegnała jak pozostałych. Odpowiedziała, że niegodnie się prowadzi. Po czym, przeżegnawszy jeszcze i pokropiwszy wszystkich pozostałych braci, znikła.