Jak zapamiętali go pierwsi bracia? Kim jest dla nas dzisiaj?

Świadectwo pierwszych braci

Błogosławiony Dominik odznaczał się tak wielką prawością obyczajów i tak niezwykłą żarliwością o sprawy Boże, że bez trudu można w nim było rozpoznać wybrane naczynie świętości i łaski. Wyróżniała go też niezachwiana równowaga ducha – z wyjątkiem chwil, kiedy ogarniało go współczucie i miłosierdzie. Ponieważ zaś radosne serce wyraża się w pogodzie oblicza, dlatego pełna pokoju wewnętrzna postawa objawiała się na zewnątrz w serdeczności i wesołości spojrzenia.

Wszędzie okazywał się człowiekiem ewangelicznym w słowie i czynie. Za dnia nikt nie był bardziej przyjazny i miły względem towarzyszy i braci; w nocy nikt bardziej oddany czuwaniom i modlitwie. Oszczędny w słowach, rozmawiał albo z Bogiem na modlitwie, albo o Bogu – i polecał braciom czynić to samo.

Często i gorąco prosił Boga, aby dał mu miłość zdolną wyjednywać i przekazywać ludziom zbawienie. Uważał bowiem, że wtedy będzie naprawdę należał do Chrystusa, gdy całkowicie poświęci się zdobywaniu dusz, podobnie jak Zbawca wszystkich, Jezus Chrystus, cały się ofiarował dla naszego zbawienia. W tym celu zgodnie z zamiarem Bożej Opatrzności założył Zakon Braci Kaznodziejów.
Ustnie i pisemnie często zachęcał braci wymienionego Zakonu, aby stale pogłębiali znajomość Starego i Nowego Testamentu. Nosił zawsze ze sobą ewangelię Mateusza i listy Pawła. Czytał je tak często, że znał je prawie na pamięć.

Dwa albo trzy razy wyznaczany był na stolicę biskupią. Za każdym razem odmawiał, przedkładając ponad biskupstwo życie w ubóstwie z braćmi. Aż do śmierci zachował nietkniętą chwałę dziewictwa. Za wiarę w Chrystusa pragnął doznawać chłosty, ćwiartowania i śmierci. Ojciec święty Grzegorz X powiedział o nim: „Znałem go jako człowieka, który wiernie wypełniał wskazania Apostołów, i nie wątpię, że wraz z nimi dzieli chwałę niebios”.

Z Dziejów Zakonu Kaznodziejskiego
(Libellus de principiis O.P.: Acta canonizationis sancti Dominici:
Monumenta O. P. Hist. 16, Romae 1935, pp. 30 ss., 146-147)

 

A dziś?

Kim dziś jest dla nas święty Dominik? Na to pytanie tak odpowiadają świeccy dominikanie ze szczecińskiej fraterni bł. Jordana i bł. Diany:

Odkrywam w nim wzór miłosierdzia i współczucia. Ujęło mnie jego wołanie: „Panie, co będzie z grzesznikami?”

W.

Z upływem czasu Dominik staje się dla mnie coraz bardziej Ojcem. Zupełnie niedawno, będąc już czas jakiś po przyrzeczeniach wieczystych, poczułam się jego córką; być może przez trudne rodzinne przeżycia tak zbliżył się do mnie? Nasza relacja zaczyna się zacieśniać. Myślę, że będę go jeszcze odkrywać. Jak dotąd szczególnie urzeka mnie troską o zbawienie braci i sióstr, swoimi nocnymi łzami przed Jezusem, ale i powołaniem do dialogu z „inaczej myślącymi”.

M.

 
Jest dla mnie przykładem człowieka o niezwykłej wrażliwości na ludzką biedę, nie tylko tę materialną, ale przede wszystkim duchową. Jest dowodem na to, że można porwać innych słowem, ale także przykładem i wytrwałą modlitwą.

T.

 
Prostota i miłość w głoszeniu prawdy. Tylko tyle i aż tyle. To sprawdzony przyjaciel w potrzebie, wypraszający u Pana łaski nawet w sytuacjach po ludzku beznadziejnych.

M.

 
Niesamowity facet z malutkiej wsi, który sprawił, że tysiące ludzi przez osiem wieków idzie do Boga jego drogą, zastanawiając się nad sensem życia, szukając prawdy, studiując, żeby lepiej rozumieć Boga i ludzi. W pewnym sensie ojciec, bo od niego się to wszystko zaczęło. Przykład do naśladowania w gorliwości, umiejętności rozmawiania z ludźmi o Bogu i z Bogiem o ludziach, niezależnie od sytuacji i warunków: czasem przy winie, a czasem przy lekturze poważnych i świętych dzieł. Normalny człowiek, który śmiał się i płakał. Zazdroszczę mu wierności i niezłomności w wołaniu do Boga.

M.